Header Ads

Byłam oszustką


Do napisania tego postu zainspirował mnie artykuł, który przeczytałam w Cosmo. Dotyczył tego, czy my, kobiety, jesteśmy oszustkami. I wcale nie chodzi tutaj o oszustki, które naciągają innych na potężne kwoty pieniężne, takie, które notorycznie kłamią albo prowadzą podwójne życie. Nic z tych rzeczy. Chodziło o to, czy jesteśmy oszustkami w stosunku do nas samych. I wiecie co? Byłam oszustką.
Ilekroć sobie przypomnę te wszystkie obietnice złożone samej sobie i ciągłe powtarzanie, że wszystko pójdzie zgodnie z moimi założeniami, to nie pamiętam dnia, w którym wywiązałam się z danego słowa. Tak sobie nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że to smutne. Smutne, że potrafię spełniać obietnice złożone innym, a te, które złożę sobie – już nie.
W zasadzie nawet nie chodzi już tylko o te obietnice. Miałam mnóstwo czasu na refleksje, które uświadomiły mi, że oszukuję siebie na każdym możliwym kroku niezależnie od sytuacji. Oszukuję siebie, że nie potrafię pisać i moje teksty nie mają tego czegoś, co sprawiłoby, że miałyby one w sobie jakąś iskrę. Ile razy natknęłam się na wpisy bądź artykuły, które aż się pożerało wzrokiem. Człowiek czytając, czuł rosnące zainteresowanie, którego w przypadku moich tworów ani trochę nie czuję. Nie pamiętam sytuacji, w której byłam zadowolona ze swoich umiejętności. Zawsze widzę coś, co sprawia, że zaczynam kręcić nosem. Jakoś nie potrafię powiedzieć sama przed sobą, że coś jest zrobione dobrze. Przez długi czas się starałam nad tym popracować, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Po którymś razie po prostu się poddałam. I nie dotyczy to wyłącznie pisania, ponieważ problem ten pojawia się w każdej dziedzinie życia. Zawsze czuję, że powinnam coś zrobić dużo lepiej, żeby było bardzo dobre, a nie tylko dobre czy poprawne. Psychoterapeutka, Anna Mochnaczewska, mówi, że jest to tzw. syndrom oszustki, czyli efekt uboczny poczucia niskiej wartości.
A skąd zatem bierze się to niskie poczucie własnej wartości? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, wcale nie musimy szukać daleko. Odpowiedź jest bardzo prosta: wynosimy je z domu. Oczywiście nie zawsze, ponieważ jak powszechnie wiemy – zdarzają się wyjątki od pewnych reguł. Ale tym razem nie skupiamy się na wyjątkach. Skupiamy się na osobach, od których rodzice zawsze dużo oczekiwali. Jeśli mowa jest właśnie o tobie – głowa do góry, bo nie jesteś sama. Ja też doskonale znam to uczucie. Odkąd pamiętam, zawsze miałam wysoko ustawioną poprzeczkę i spore oczekiwania, którym powinnam sprostać, aby usłyszeć, że rodzice są ze mnie dumni. Od najmłodszych lat mówiono mi, żebym się dobrze uczyła, ponieważ „nauka to potęgi klucz”, a dobre wykształcenie jest właśnie owym kluczem do mojej kariery. Jeśli faktycznie przynosiłam dobre oceny i rodzice mieli powody do dumy i mogli chwalić się mną przed znajomymi – byłam nagradzana. I właśnie tu pojawia się problem.

W psychologii nazywa się to schematem zawyżonych standardów. Jesteśmy dorosłe, osiągamy sukcesy, a w głowie wciąż siedzi wymagający rodzic, który mówi: dalej, mocniej, więcej. I nasze życie przypomina wędrówkę alpinisty, który wchodzi na szczyt, wbija flagę i zamiast napawać się widokiem, myśli o kolejnym szczycie do zdobycia

wyjaśnia psychoterapeutka i aby temu zaradzić, proponuje obniżenie standardów. Najlepiej zrobić to na spokojnie, czyli znaleźć czas, usiąść i po prostu się zastanowić. Czy faktycznie opłaca nam się gonić za kolejnymi szczytami, skoro nie potrafimy cieszyć się z tego, co do tej pory udało nam się osiągnąć? Czy to właściwa droga, którą powinnyśmy podążać w życiu? Czy taki sposób życia faktycznie sprawia nam przyjemność? Czy my lubimy tę ciągłą gonitwę? I najważniejsze pytanie: czy naprawdę tego potrzebuję? Odpowiedzi na te pytania być może pomogą ci w tej trudnej sytuacji. Mnie osobiście pomogły. Uświadomiłam sobie, że nie chcę powielać żadnych rodzinnych schematów. Nie chcę żyć czyimiś ambicjami i non stop spełniać czyjeś oczekiwania. Nie, jeśli wszystko odbywa się moim kosztem. Czasami warto pomyśleć wyłącznie o sobie i zrobić coś dla własnego dobra. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej. Mnie na początku nie było łatwo. Do tej pory robiłam to, czego ode mnie oczekiwano. Chwalono mnie za dobre zachowanie i sukcesy, które osiągałam. Ale nie potrafiłam się tym wszystkim cieszyć. Nie potrafiłam, ponieważ nie były to rzeczy, które mnie interesowały. One interesowały tylko moich rodziców.
Potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć. Być może potrzebowałam również tego artykułu, który podniósł mnie na duchu i podbudował moje ego. Być może musiałam też dojrzeć, żeby móc dostrzec całą tę sytuację i wywnioskować, że tak dłużej żyć się nie da. Bo faktycznie się nie da. Może i byłam oszustką, ale już nigdy więcej nią nie będę. Nauczyłam się, że ludzie nie są idealni i zawsze będą robili rzeczy, które nie wszystkim będą się podobały. Nauczyłam się, że nie zawsze jesteśmy w stanie spełniać czyjeś oczekiwania i nigdy nie powinniśmy tego robić kosztem własnym. Jeśli czujesz, że uszczęśliwisz rodziców poprzez wybór kierunku studiów, który kompletnie ci nie odpowiada, ale za to jest ich marzeniem – nie rób tego. Co z tego, że oni będą wniebowzięci, skoro ty będziesz czuła się nieszczęśliwa? Dlaczego masz się męczyć i uczyć czegoś, co kompletnie ciebie nie interesuje? Nie na tym to polega. Czasami warto podążać własną ścieżką i robić to, co się kocha. Czasami nie warto patrzeć na innych i przejmować się tym, co mówią. Wracając do przykładu studiów, który podałam: wiadomo, że rodzice będą rozczarowani twoją decyzją. Wiadomo też, że nie wykażą zrozumienia na początku. Będą potrzebowali czasu, aby jakoś to przetrawić. Możliwe, że powstanie między wami pewne napięcie albo co najgorsze – ciche dni. Aczkolwiek jeśli się kochacie, a wierzę, że faktycznie tak jest – wszystko się ułoży. Kolejną rzeczą, jakiej się nauczyłam, to świadomość, że wszystko wymaga czasu i bycie cierpliwym się opłaca. Wiem to chociażby z własnego doświadczenia, ponieważ sama znalazłam się w podobnej sytuacji. I faktycznie na początku nie było kolorowo, ale z czasem się poprawiło. Wciąż mam świadomość, że rodzice w jakimś stopniu czują się rozczarowani moją decyzją. Wiem, że ich to boli, ponieważ inaczej sobie to wyobrażali. Wiem też bardzo dobrze, że widzieli mnie w innym miejscu i robili wszystko, abym się tam znalazła. Ale postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce i zrobić w końcu to, na co faktycznie ja miałam ochotę. I wiecie co? Jestem z siebie dumna. Dumna i szczęśliwa, ponieważ w końcu robię coś dla siebie. I robienie tego daje mi właśnie szczęście. A przecież o to właśnie w życiu chodzi, aby robić to, co nas uszczęśliwia. Zatem przestańmy być oszustkami i nie wmawiajmy sobie, że jesteśmy złe, ponieważ robimy rzeczy, które nie podobają się innym. Nie wmawiajmy sobie, że czegoś nie potrafimy i jesteśmy w tym okropne, ponieważ tak słyszymy od najbliższych. Zacznijmy sobie powtarzać, że jesteśmy jedyne w swoim rodzaju. Bo faktycznie takie jesteśmy. I nigdy więcej już o tym nie zapominajmy. I pamiętajmy też, że nie potrzebujemy w głowie tego rodzica, który krytykuje każdy nasz wybór i powtarza, że powinniśmy być lepsze od innych. Bycie dobrym też jest fajne. Nie zawsze musimy być we wszystkim najlepsze. W zasadzie nikt nie jest.

Na koniec mam dla was jeszcze majową odsłonę projektu #powiedztak. W tym miesiącu skupiłam się na zwykłym plannerze, w którym możecie wpisywać swoje cele, harmonogram na cały tydzień. Mam nadzieję, że majowe wydanie wam się spodoba. Oczywiście czekam na wasze komentarze z opiniami i propozycjami na kolejne odsłony. Być może macie plannery, które chciałybyście zobaczyć? Śmiało dzielcie się swoimi pomysłami!



PS. Zdjęcie pochodzi z Socksnap.io, ponieważ mój komputer wylądował w serwisie i musiałam się jakoś ratować.

3 komentarze:

  1. Myślę, że warto dotrzymywać postanowionych sobie obietnic, ale także być nastawionym na to, że no trudno, nie wszystkie muszą dojść do skutku. Czasami po prostu za dużo od siebie wymagamy.
    Pozdrawiam
    Kaktusowy Sad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również myślę, że warto dotrzymywać obietnic danych samych sobie, aczkolwiek nie jest to takie proste. Ale mimo wszystko pracuję nad tym i małymi kroczkami zmierzam w dobrym kierunku. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało za jakiś czas.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  2. Hej!:)
    Dodałam do obserwowanych, bo bardzo dobrze się czyta :)
    To prawda, że często same siebie nie doceniamy i wciąż czujemy się niewystarczające. Myślę jednak, że wysokie wymagania ze strony rodziny nie są jedynym powodem. Ja np nie czułam nigdy żadnej "nagonki" ze strony rodziców, że muszę być najlepsza itp., a mimo to zawsze jestem niezadowolona z siebie i swoich umiejętności :) Pewnie istnieje wiele różnych przyczyn.
    Jeśli masz ochotę mnie odwiedzić, zapraszam na www.my-own-piece-of-world.blogspot.com
    Dopiero zaczynam przygodę z blogiem :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy miły komentarz. Chcę, abyście wiedzieli, że każdy z nich jest dla mnie ogromną dawką motywacji i siłą do dalszego prowadzenia bloga.

Obsługiwane przez usługę Blogger.