Header Ads

Świąteczne refleksje


Święta, święta i po świętach. W tym roku Boże Narodzenie minęło mi szybko. Mam wrażenie, że zdecydowanie za szybko. Nic nie poszło po mojej myśli. Wyglądało tak, jakby chciano mi zrobić na złość. Jakbym nie mogła w tym roku przeżyć wyjątkowych i magicznych świąt. Jakbym na nie ani trochę nie zasłużyła... Mikołaju, czy naprawdę byłam aż tak niegrzeczną dziewczynką?
Ilekroć myślę o Bożym Narodzeniu, przed oczyma maluje mi się obraz żywcem wyjęty z Krainy Lodu. Dookoła pełno śniegu, z nieba sypią się kolejne śnieżnobiałe płatki, które łączą się ze sobą, tworząc puchowy dywan, pokrywający trawy, ulice i chodniki. Drzewa uginają się pod ciężarem śniegu. Ludzie zaś spacerują w zimowych kurtkach, opatuleni grubymi szalikami, skrywający głowy w ciepłych czapkach, oraz chroniący dłonie przed mrozem w rękawiczkach. Mimo zaróżowionych policzków i nosów, których – swoją drogą – mógłby im pozazdrościć Rudolf, są uśmiechnięci i rozradowani. Cieszą się i rozkoszują tym jakże bajkowym krajobrazem. Dzieci zaś śmieją się, zjeżdżając na sankach albo szalejąc na lodowisku. Wśród nich nie brakuje dorosłych, którzy w takich momentach obudzili w sobie dziecko i bawią się ze swoimi pociechami w najlepsze. Brakuje tylko Elsy oraz jej magicznych dłoni oraz Anny, która uganiałaby się za miłością. Ale za to pojawia się Olaf... dobrze, może nie we własnej osobie. Być może to jakiś jego kuzyn. Albo kuzyni, bo lepienie bałwana zimą to przecież tradycja! A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Siedzę z nosem przy szybie, ubrana w cieplutki sweter, przesłodkie grube skarpety z reniferkami, trzymając w ręku kubek jeszcze parującej herbaty malinowej i obserwując to, co dzieje się za oknem w przerwach pomiędzy czytaniem kolejnego norweskiego kryminału...
Tak chciałabym, żeby było. Wówczas człowiek odczuwa tę magię świąt, o której tyle się mówi. W tym roku zaś nie widziałam na oczy nawet najdrobniejszego płatka śniegu. Widziałam za to masę kropli deszczu, które z impetem uderzały o szyby, jakby chciały za wszelką cenę wedrzeć się do środka. Widziałam ludzi skrywających się pod drzewami, kiedy ulewa ich zaskoczyła. Widziałam wyginające się pod wpływem silnego wiatru parasole. Ludzi biegnących z zakupami w obawie, że zmokną jeszcze bardziej. Widziałam samochody mknące ulicą i zahaczające o każdą kałużę, która trafiała osoby, czekające na autobus, który jak zwykle się spóźniał. Nic w tym roku nie było magiczne. Nie spotkałam osoby, która cieszyłaby się na tegoroczne święta. Ja sama się nie cieszyłam. Po raz pierwszy w ciągu tych ponad dwudziestu lat nie pragnęłam świąt. Czułam się tak, jakbym się wypaliła i pojawił się moment, w którym pomyślałam, że świąt w tym roku w ogóle mogłoby nie być. Człowiek zaoszczędziłby tylko czas, zamiast stać w kuchni od rana do wieczora i przygotowywać kolejne potrawy świąteczne, których i tak wyszło więcej niż planowaliśmy, więc po raz kolejny zostaniemy z górą jedzenia.
I gdy tak siedziałam rozczarowana, obserwując kolejne krople deszczu, zdałam sobie sprawę z kilku istotnych rzeczy. Mianowicie z tego, że nie jestem już tą samą osobą, co rok wcześniej. W ciągu ostatnich miesięcy bardzo się zmieniłam, dojrzałam. Zmieniło się również moje podejście do życia, pojawiły się nowe cele życiowe, priorytety. Rzeczy, którymi do tej pory się przejmowałam – nagle przestały mnie interesować. Do tej pory robiłam wszystko dla innych, zapominając o sobie i swoich potrzebach. Teraz zdałam sobie sprawę, że nadeszła pora, aby zacząć myśleć o sobie i przez chwilę pobyć egoistką. Wiecznie pomagając innym, robiłam wszystko, aby ich uszczęśliwić, zaś sama w ten sposób odbierałam sobie szczęście. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie poczułam się tym wszystkim zmęczona i przytłoczona. Chciałabym w końcu zacząć myśleć o sobie i swoich potrzebach. Owszem, dalej chciałabym pomagać innym, ponieważ taka już jestem, jednak nie chciałabym, aby po raz kolejny inni stali się ważniejsi ode mnie. Pomoc pomocą, ale sobą też powinniśmy się zająć. W końcu kto ma nam dać szczęście, jak nie my sami?
O tym, że czas płynie nieubłaganie, mówi się od zawsze. Sama niejednokrotnie o tym wspominałam. Aczkolwiek uświadomiłam to sobie dopiero w tym roku, kiedy cofnęłam się wspomnieniami do poprzednich lat i przypomniałam sobie tamtą Weronikę. Starzeję się z roku na rok i nic na to poradzić nie mogę. Nie ukrywam, że świadomość tego nieco mnie zasmuca, ponieważ zaczynam odczuwać ten upływ czasu. Czas wymyka mi się z rąk, a ja nic nie mogę na to poradzić. Do tej pory się tym nie przejmowałam. Dzisiaj zaś czuję potrzebę stworzenia listy rzeczy, które chciałabym zrealizować w obawie, że nie starczy mi na wszystko czasu.
Myślałam też o blogu. Od kilku miesięcy, jak sami zauważyliście, pisałam rzadziej, a ostatnio ucichłam już na dobre. Złapałam kryzys i potrzebowałam wyciszenia, żeby móc się z nim uporać i zażegnać go na dobre. Myślę, że gorsze dni są za mną. A dzisiejszy post jest zamknięciem tych przykrych dni. Wracam z nową energią i zmianami. Chciałabym pisać o czymś poważniejszym niż dotychczas, chociaż takie luźniejsze posty typu podsumowania miesiąca, top książki i seriale, na które warto zwrócić uwagę, wciąż będą się pojawiały. Aczkolwiek nie chciałabym, żeby stanowiły codzienność na 96pln. Chciałabym powrócić do czasów świetności bloga i pisać częściej, zachęcając was tym samym do zaglądania tutaj z każdym kolejnym wpisem. Wytrwałam rok w blogowaniu, czego nawet nie zakładałam, biorąc pod uwagę swój słomiany zapał, więc jestem dobrej myśli. Nie poddałam się przez te dwanaście miesięcy, więc tym razem nie będzie inaczej. Obiecuję.
Utwierdziłam się również w przekonaniu, że rodzina jest najważniejsza. Że gdyby nie nasi bliscy, byłoby nam w życiu trudniej. Wiadomo, że bywają takie momenty, w których mamy siebie nawzajem dosyć, działamy sobie na nerwy i z tego też względu tworzą się między nami większe lub mniejsze spory. Krzyczymy na siebie i gniewamy się przez jakiś czas. Czasami nawet mamy ciche dni. Ale w takich momentach warto przypomnieć sobie te wszystkie miłe chwile, które spędziliśmy w swoim towarzystwie, w których śmialiśmy się do łez, opowiadając sobie kolejne żarty. Przypomnijmy sobie rodzinne wakacje albo poprzednie święta, kiedy siedzieliśmy wspólnie przy wigilijnym stole i żywo rozmawialiśmy o tym, co działo się w tym roku. Albo przypomnijmy sobie moment, w którym wspólnie kolędowaliśmy. Wówczas zdamy sobie sprawę, że takie zwykłe czynności jeszcze bardziej zbliżały nas do siebie, że tworzyła się między nami nierozerwalna więź. I kiedy już uświadomisz sobie, że ta więź wciąż między wami istnieje, odpuście gniew i złość na siebie. Nie obrażajcie się i pogódźcie, bo życie jest za krótkie na to, żeby wiecznie się na siebie gniewać. Często bywa tak, że przychodzi taki moment, w którym jest za późno na wybaczenie i świadomość tego niszczy nas od środka. Zatem wybaczajmy i kochajmy się, zanim stracimy taką szansę. Wiem z autopsji, że czasami naprawdę jest trudno wybaczyć tej drugiej osobie, że ból, który czujemy w sercu jest silniejszy, a duma nie pozwala nam wyciągnąć dłoni na zgodę. Znam każde to uczucie. Ale zdałam sobie sprawę, że miłość do rodziny i bliskich jest silniejsza i że w każdych związkach oraz rodzinach zdarzają się słabsze momenty. Jak mówi jedna sentencja, na którą kiedyś się natknęłam w sieci: „miarą miłości jest to, jak długo o nią walczymy, potrafimy wybaczyć nawet najgorsze czyny”. Zatem jeśli kochamy prawdziwie, to wybaczajmy, ponieważ później może być już za późno...
Podsumowując, mogę powiedzieć, że w tym roku zabrakło mi tej radości i magii Bożego Narodzenia związanej z pogodą oraz samymi przygotowaniami. Jednakże mówi się, że święta to również czas refleksji i każdy powinien poświęcić odrobinę czasu na przemyślenia. Przyznać muszę, że chociaż to w tym roku odbyło się zgodnie z obyczajem. Rozmyślałam i uświadomiłam sobie kilka istotnych rzeczy. Doceniłam to, co mam, wyobrażając sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wszystko straciła. Dowiedziałam się czegoś nowego o sobie. Nauczyłam się wybaczać nawet największe przykrości, jakie w ostatnim czasie mnie dotknęły. Zażegnałam kryzys spowodowany nawałem obowiązków związanych ze studiami i brakiem ochoty na cokolwiek. Pogodziłam się z upływającym czasem i w końcu postawiłam na samą siebie. Odkryłam również nowe priorytety, nad którymi chciałabym się skupić w najbliższej przyszłości. No i zeszłam też trochę na ziemię, przestając non stop bujać w obłokach. Nadszedł czas, by wszystkie fantazje i marzenia na temat przyszłości zacząć stopniowo realizować i wprowadzać w życie, bowiem, jak to się mówi: nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli się chce, to można wszystko. Zatem bierzmy się do działania!

Brak komentarzy

Bardzo dziękuję za każdy miły komentarz. Chcę, abyście wiedzieli, że każdy z nich jest dla mnie ogromną dawką motywacji i siłą do dalszego prowadzenia bloga.

Obsługiwane przez usługę Blogger.