Header Ads

Podsumowanie miesiąca: lipiec 2016


Witajcie, kochani! Dzisiaj pojawiam się z nowym postem, którego jeszcze tutaj nie było. Jest to zupełna nowość i mam nadzieję, że wam się spodoba. A mowa oczywiście o podsumowaniu miesiąca. Na ten pomysł wpadłam parę dni temu, kiedy myślałam nad nowym wpisem, bowiem uzbierało się parę rzeczy, o których chciałabym wam wspomnieć. Uznałam zatem, że skoro wszystko, co mam do powiedzenia, wydarzyło się w minionym miesiącu, fajnie będzie ująć to w jednym poście. I od razu chciałabym zaznaczyć, że to będzie taki nowy cykl na blogu. Chociaż teraz troszeczkę się spóźniłam (lenistwo czasami bierze nade mną górę), następne notki podsumowujące będą publikowane ostatniego dnia każdego miesiąca. A teraz bez zbędnego przedłużania przejdźmy do tematu.
W tym miesiącu trochę się działo. Co prawda nie był on tak intensywny, jak maj, o którym pokrótce wspominałam kilka postów wcześniej, kiedy pisałam o szkole i maturalnym szale, ale mimo wszystko się nie nudziłam.

Podsumowanie lipca

  • Na stronie opublikowałam tylko dwa posty: o tym, jak zostałam matką oraz urodzinowy haul. Mówię tylko, ponieważ chciałabym znajdować więcej czasu na to, żeby móc pisać częściej i wyrobić sobie tendencję do regularnego dodawania wpisów tak, żebyście wiedzieli, kiedy możecie spodziewać się u mnie jakiś nowości. I oczywiście w sierpniu postaram się to zmienić, ponieważ mam już kilka ciekawych pomysłów na notki.
  • Rekrutacja. To chyba najważniejszy punkt z całej listy. Co prawda nabór na studia rozpoczął się jakoś pod koniec maja, aczkolwiek to lipiec był tym miesiącem decydującym, w którym najadłam się stresu i godzinami przed snem ja, jak to ja, w głowie miałam same przykre scenariusze. Ale jak widać niepotrzebnie, ponieważ bez problemu dostałam się na studia. I nawet nie wiecie, jaka to radość, kiedy widzi się swoje imię na liście osób przyjętych i dodatkowo ma świadomość, że znajduje się w 15. z najwyższym wynikiem. Przegenialne uczucie! I dla tych, którzy są ciekawi, gdzie ostatecznie się wybrałam: Transport na Wydziale Inżynierii Mechanicznej i Mechatroniki. Mało wspólnego ma z medycyną i stomatologią, jak planowałam. Jednakże po napisaniu matury rozszerzonej zarówno z fizyki, jak i biologii – odpuściłam. I w sumie dobrze, bo chętnych na jedno miejsce było aż 18., więc nawet nie byłoby szans, żebym się dostała. A ten kierunek, który wybrałam bardzo mi się spodobał, mimo, że jest on typowo męski, bowiem jest na nim pełno wykładów i zajęć w laboratoriach o naprawie samochodów, o ich diagnostyce, budowie silnika etc. Nie brakuje również fizyki, informatyki i grafiki komputerowej. Można więc śmiało powiedzieć, że ten kierunek zawiera w sobie to, co mnie interesuje, więc lepiej być nie mogło! Na pewno możecie spodziewać się w podsumowaniu października mojego pierwszego wrażenia. Albo osobnego postu. Zobaczymy jeszcze. Przy okazji chciałam podziękować wszystkim tym, którzy mnie wspierali i wierzyli w to, że na pewno się dostanę. Chociaż mnie tej wiary zabrakło, to jestem wdzięczna, że wy wierzyliście za mnie. Doceniam i szczerze dziękuję!
  • Większość uwagi poświęciłam nowo odkrytej pasji – wizażowi, wpadając w wir zakupów i poszerzając swoją kolekcję kosmetyków. Ponadto każdą wolną chwilę spędzałam na doskonaleniu swoich makijażowych umiejętności, oswajając się z każdą paletą cieni, którą udało mi się w ostatnim czasie nabyć. Testowałam również inne produkty z racji tego, że szykuje mi się wesele i mam kilka Pań do wymalowania.
  • Pod koniec miesiąca postanowiłam wybrać się do lumpeksu w nadziei, że uda mi się upolować kilka par spodni, których tak bardzo potrzebuję. I chociaż nie była to moja pierwsza wizyta w lumpeksie, muszę się przyznać, że dopiero pierwszy raz coś tak naprawdę kupiłam, bo do tej pory nie pamiętam, aby coś naprawdę mi się spodobało albo było w moim rozmiarze. Być może dlatego, że zawsze wybierałam się w takich momentach, gdzie wszystko było już poprzebierane i najlepsze okazy dawno zniknęły z wieszaków. Tym razem poszłam w dniu dostawy i zamiast kilku par spodni kupiłam tylko jedne, bo tylko one były na mnie dobre. Ale mniejsza. Oprócz czarnych spodni, na których strasznie mi zależało, kupiłam coś, czego nawet nie zamierzałam kupić – kilka ciepłych swetrów, którym wprost nie mogłam się oprzeć. Są w sam raz na deszczowe jesienne dni oraz zimę. I tak, jak nie lubiłam swetrów, tak w jednym momencie je polubiłam. Co prawda większość jest w podobnej kolorystyce, bowiem przewijają się wśród nich szarości oraz róże z pomarańczą, to udało mi się również upolować na coś błękitnego. I wiecie co? Jestem przeszczęśliwa, ponieważ są to rzeczy w naprawdę dobrym stanie, praktycznie jak nowe i będzie mi się je bardzo miło nosiło. Dla tych, którzy nie są przekonani do lumpeksów – spróbujcie, ponieważ można znaleźć wiele perełek. W tym również te z nieoderwanymi metkami, nowiusieńkie. Wystarczy po prostu trafić na odpowiedni moment, zanim ktoś was uprzedzi i sprzątnie najlepsze sprzed nosa.
  • Lipiec był tym miesiącem, w którym mogłam odetchnąć, ponieważ w końcu udało mi się skompletować ubiór na wesele, które odbędzie się za trzy tygodnie. Było mi naprawdę ciężko znaleźć sukienkę oraz buty, które byłyby na mnie dobre. Wszystko przez figurę, która, bądźmy szczerzy, nie należy do idealnych i z tego też względu znalezienie odpowiedniej kreacji okazuje się nie lada wyzwaniem. Ale po trzech nieudanych próbach, w końcu trafiłam na tę dobrą i jestem zadowolona, ponieważ zdążyłam przed czasem. Z butami co prawda było łatwiej, bo problem leżał jedynie w znalezieniu odpowiedniego koloru i fasonu, ponieważ mam swój specyficzny styl i nie wszystko, co modne i ładne zawsze przypada mi do gustu. Z pomocą oczywiście przyszedł sklep internetowy, który pomógł mi rozwiązać problem (co ja bym bez niego zrobiła!). Jedyną rzeczą, której w dalszym ciągu mi brakuje, to kopertówka. I tu zwracam się również do was, drogie dziewczyny: jeśli znacie sklepy online, które oferują w przystępnej cenie (poniżej 70 zł) dobrej jakości jasnoróżowe kopertówki z możliwością noszenia na łańcuszku – koniecznie podzielcie się linkiem, bowiem do tej pory nie udało mi się znaleźć takiej, na której widok włączyłoby mi się „chcętomiećkoniecznietomusibyćmoje”.
  • W minionym miesiącu zaczęłam myśleć o rozwijaniu swojej pasji wizażystki i zaczęłam szukać kursu, który umożliwi mi w późniejszym czasie pracę w zawodzie już jako profesjonalista. Pojawiła się również myśl o założeniu kanału, na którym pojawiałyby się makijażowe tutoriale, testy przeróżnych produktów etc., którą oczywiście rozważam, więc jeśli zdecyduję się na własny kanał – dam wam znać, bo może akurat znajdą się osoby, które będą tym zainteresowane. A skoro jest taka możliwość, to zaczęłam interesować się obróbką filmów oraz ich montażem, poznając tajniki programów do tego stworzonych. Jest to zupełna nowość, nigdy wcześniej nie miałam styczności z obróbką filmów i chociaż nie jest to łatwe, nauka idzie mi całkiem dobrze, bowiem wyjątkowo szybko się uczę. To chyba dobry znak, prawda?
  • Zaplanowałam również remont pokoju. Znudziła mi się zieleń i jej smutny, ciemny odcień. Teraz planuję odświeżyć pokój poprzez jasne kolory, chociaż zmiany będą wprowadzone w życie dopiero w następnym roku, ponieważ jestem w trakcie odkładania funduszy, bowiem remonty nie są wcale tanie. Zwłaszcza, jeśli oprócz pomalowania ścian, planuje się również zmianę mebli.
  • Postanowiłam wreszcie zawalczyć o siebie i swoje samopoczucie. Zaczęłam walczyć z kompleksami i brakiem pewności siebie poprzez zastosowanie diety. Nie jest to dieta zbytnio wymagająca i nie zmieniająca diametralnie moich nawyków żywieniowych, bo taki nagły detoks zupełnie na mnie nie działa i po kilku dniach zaraz wróciłabym do starych przyzwyczajeń. Ponadto zaczęłam ćwiczyć, wierząc, że utrata kilku kilogramów naprawdę mi pomoże. Nauczyłam się, że dopóki nie będę żyła w zgodzie z samą z sobą, że dopóki nie polubię siebie taka, jaka jestem – nigdy tak naprawdę nie będę szczęśliwa. I wiem, że to żadna nowość, że wiadome to jest od zawsze, jednak potrzebowałam czasu, żeby w pełni zdać sobie z tego sprawę. A skoro jesteśmy przy traceniu wagi i zmianie swojego życia na lepsze poprzez zdrowe nawyki i aktywność fizyczną, przyznam się, że w głowie pojawił się nowy pomysł na cykl, który być może wprowadzę w życie. Ale o tym kiedy i czy w ogóle się pojawi, dam wam jeszcze znać.
  • W ubiegłym miesiącu dużo spotykałam się z przyjaciółmi, ponieważ nigdzie nie wyjeżdżałam, więc miałam więcej czasu na wspólne grillowanie. Jestem zadowolona z tego, że co chwila coś się działo, ponieważ nie lubię siedzieć sama i wprost uwielbiam moją paczkę za to, że są pozytywnie zakręceni i za każdym razem, gdy z nimi jestem, nie mogę się nudzić. Zawsze, ale to zawsze, dzieje się coś, co miło wspominam miesiącami i tak też było ostatnim razem.
  • Wakacje nie byłyby wakacjami, gdybym nie pojawiła się nad morzem. Szczecin ma to do siebie, że nie jest od morza zbytnio oddalony i to jakieś dwie godziny jazdy, więc mogłam sobie pozwolić na kilka jednorazowych wypadów. Przy okazji wspomnę, że chociaż było fajnie, skutki długiego siedzenia na słońcu odkryłam dopiero w domu, kiedy nabawiłam się poparzenia I stopnia oraz udaru. I to dwukrotnie, więc miesiąc ten był również miesiącem kilku wylanych łez i nieprzespanych nocy. Na szczęście już wszystko jest ze mną w porządku i poza schodzącą skórą, nic takiego się nie dzieje.
  • I na koniec książki. Patrząc na poprzednie miesiące, w tym zdarzyło mi się czytać częściej i bardzo się z tego cieszę, ponieważ uwielbiam książki i mogłabym je pochłaniać w ogromnych ilościach, chociaż nie zawsze mam na to czas. Dostałam na urodziny kilka książek z cyklu o komisarzu Harrym Hole, które do końca wakacji zamierzam przeczytać. Swoją drogą bardzo polecam ten cykl kryminalny. W najbliższym czasie planuję dodać o nim post, więc dowiecie się więcej o tych książkach i samym autorze.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie lipca. Trochę się w tym miesiącu działo, przyznaję. Może nie były to jakieś superważne sprawy, bowiem nie byłam na żadnych festiwalach i większych wycieczkach, którymi warto byłoby się chwalić, ale ja już taka jestem, że cieszę się z małych rzeczy i lubię o nich rozmawiać. Mam nadzieję, że wam również udało się zrobić kilka ciekawych rzeczy w lipcu. Być może wyrwaliście się z domu na kilka dni i pojechaliście gdzieś na wakacje, odwiedzając nowe miejsca. Być może odkryliście albo rozwijaliście swoje dotychczasowe pasje. Być może postanowiliście coś zmienić w swoim życiu i zacząć rewolucję. Jeśli tak, koniecznie podzielcie się swoimi osiągnięciami miesiąca w komentarzu!

6 komentarzy:

  1. jejku, trochę się działo. Gratuluję dostania sie na studia, ja miałam niestety mniej szczęścia (1 punkt...).
    Zycze powodzenia w remoncie, ja nie wytrzymałabym gdybym miała zielone ściany bo nie cierpię tego koloru i działa na mnie agresywnie jakkolwiek to brzmi :D/Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Kurcze bardzo mi przykro, bo wiem, co to znaczy, kiedy brakuje Ci jednego punktu. I chociaż wtedy nie chodziło o dostanie się na studia, a o ogólnopolską olimpiadę, to jednak i tak bolało. I jakoś tak smutno też było. Ale mam nadzieję, że poza tym jednym kierunkiem, startowałaś też na inny i, że tam udało Ci się dostać.
      A co do zielonego: nie szaleję za tym kolorem, chociaż nic do niego nie mam. Jednak szybko mi się nudzi i po jakimś czasie już nie wydaje mi się taki fajny, jak na samym początku. :D

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  2. Ja także zabrałam się za książki w wakacje. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie, które mam na liście. Ja jak na razie rekrutowałam się do liceum i udało mi się dostać tam gdzie chciałam, więc się cieszę. Mam nadzieję, że tobie też będzie się podobać w październiku. Powodzenia w prowadzeniu zdrowego trybu życia, na studiach i wizażu. Masz rację, że bez życia w zgodzie ze sobą ciężko by było być szczęśliwym. Moje osiągnięcia w lipcu? Nauczyłam się sama montować filmiki i jestem na dobrej drodze, by nauczyć się kolejnej solówki na gitarze. Udanego sierpnia! :)
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie gratuluję, że udało Ci się dostać tam, gdzie chciałaś się znaleźć! Ja również mam nadzieję, że uczelnia mi się spodoba. Na pewno będę opisywała swoje pierwsze wrażenia, bo to w końcu taka wielka rzecz, którą koniecznie będę chciała się z wami podzielić.
      Jejku, jak ja dawno na gitarze nie grałam! Chyba nawet już zapomniałam podstawowych rzeczy. Trzeba będzie sobie któregoś razu wszystko na nowo przypomnieć. :)
      Ja również życzę udanego sierpnia!

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  3. Ja też interesuję się makijażem i postanowiłam za rok albo dwa zapisać się na jakieś kursy, które będą później pozwalały mi wykonywać taką pracę. A Twój pomysł na kanal z makijażem też jest dobry, jeśli już go założysz to daj znać :)

    blondynkaczuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też planuję zapisać się na kurs w dosyć bliskiej przyszłości, bo za ten czas będę mogła sobie spokojnie odłożyć fundusze na ten cel. A jeśli założę kanał, na pewno dam znać. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy miły komentarz. Chcę, abyście wiedzieli, że każdy z nich jest dla mnie ogromną dawką motywacji i siłą do dalszego prowadzenia bloga.

Obsługiwane przez usługę Blogger.