Header Ads

Z życia maturzysty


Tik tak, tik tak. Zegar tyka nieubłaganie i nic nie wskazuje na to, żeby miał zamiar się zatrzymać. Matura zbliża się wielkimi krokami, to pewne. Im jest bliżej, tym trudniej jest mi uwierzyć, że to już ten moment. Pamiętam, jak niedawno byłam jeszcze w gimnazjum i zastanawiałam się, co chciałabym dalej robić. Myślałam nad wyborem szkoły i później przeżywałam nabór, niemalże obgryzając paznokcie z nerwów. A później był szok wymieszany z niedowierzaniem i później wielka fala szczęścia, ponieważ się dostałam. Nowy rok szkolny, nowe miejsce, nowi ludzie. Przyzwyczajanie się do nowego środowiska, nawiązywanie przyjaźni, nauka. I tak minęły cztery lata. Zdałam egzaminy zawodowe, zaliczyłam wszystkie przedmioty. Jestem już praktycznie absolwentem. Jedyne, co mi zostało do definitywnego zakończenia rozdziału zatytułowanego „Szkoła średnia”, to matura.
Ci, którzy egzamin dojrzałości mają już dawno za sobą, wiedzą, ile to nerwów i koszmarów nocnych. A ci, którym do matury zostało jeszcze sporo czasu – jeszcze się nastresują, bez obaw. Na każdego bowiem przyjdzie czas. Póki co, czas przyszedł na mnie. I wiecie co? Boję się. Strasznie się boję. Do tej pory jakoś szczególnie nie przejmowałam się maturą, spoglądając w kalendarz. Miałam sporo czasu. W międzyczasie pojawiły się również inne problemy, które zaprzątały mi głowę, więc nie miałam chwili, aby nawet myśleć o maju. A teraz, kiedy nie mam już żadnych zajęć, oczekując jedynie zakończenia roku, patrzę w kalendarz i zaczynam się stresować. Zostało tak niewiele czasu! Trzeba skupić się w nadchodzącym tygodniu na powtórzeniu materiałów. A trochę ich jest, nie ukrywam. Czeka mnie kilka naprawdę długich nocy. Chciałabym te ostatnie dni wykorzystać najlepiej, jak tylko mogę. Szczególnie, że od jakiegoś czasu miewam koszmary. I nie są to koszmary na miarę strasznych filmów. To koszmary, w których siedzę ubrana na galowo w ławce, mając przed sobą śnieżnobiały arkusz i cztery ciemne długopisy. Słyszę tykający zegar i czuję na sobie wzrok komisji. Wypełniam namiętnie puste krateczki, wylewając przy tym siódme poty. Wynik moich starań? NEGATYWNY.  A później się budzę i okazuje się, że jest środek nocy, a ja z przyśpieszonym oddechem, siedzę przestraszona na środku łóżka.
Myślę, że stres, koszmary i masa nerwów spowodowane są presją, jaka jest na nas wywierana w szkołach. Każdy z nauczycieli zwraca uwagę na to, jak ważna jest matura. Mówi się o zdawalności i poziomach trudności. Robi się masę arkuszy, oceniając je na łatwe lub trudne. Spisujemy swoje wyniki, raz będąc tymi najlepszymi, raz tymi najgorszymi, w zależności od arkuszy, jakie trafią do naszych rąk. Matura zaczyna nam w pewnym momencie przypominać coś na wzór loterii. Czasem trafisz na tekst, który faktycznie rozumiesz i jesteś w stanie rozpisać się na minimum 250 słów, mając w głowie pomysł na idealny wstęp, rozwinięcie i zakończenie albo na zadania matematyczne, które faktycznie potrafisz rozwiązać i ku twojemu szczęściu są to akurat pytania otwarte, które są najbardziej punktowane. Innym razem dostaniesz interpretację wiersza, który widzisz po raz pierwszy i nie bardzo wiesz, jak powinieneś się zabrać do pisania. W końcu nie jesteś najlepszy w interpretowaniu poezji, bo bądźmy szczerzy: ty wcale za nią nie przepadasz. Ale nie masz wyjścia, musisz próbować. I faktycznie próbujesz, chociaż z każdym kolejnym zdaniem twoje pozytywne nastawienie gdzieś umyka, ustępując miejsca czarnemu scenariuszowi, w którym dostajesz wiadomość, że niestety, ale pomimo twoich starań, nie udało ci się zdać matury. I tak samo jest z egzaminem z matematyki. Na 25 zadań zamkniętych pewny jesteś tylko 12. Z zadań otwartych z kolei udaje Ci się rozwiązać dwa, chociaż nie masz pewności, że zrobiłeś to dobrze. Reszta jest kwestią zgadywania, kombinowania albo narysowania figur, wypisania danych i szukanych.
Jeśli chodzi o egzaminy ustne – to dopiero katorga! Kilka minut na przygotowanie, bez możliwości dłuższego zastanowienia się. Wszystko robione z marszu i jeszcze ta komisja, która próbuje z tobą rozmawiać, wpatrując się w ciebie przez cały czas trwania rozmowy. Pocisz się, denerwujesz, bawisz nerwowo palcami. Uciekasz wzrokiem, próbując zebrać myśli. Starasz się mówić z sensem, chociaż w przypływie stresu nie pamiętasz, o czym przed chwilą mówiłeś. Zerkasz na zegarek, próbując śledzić czas. Czekasz z utęsknieniem na zakończenie egzaminu. A kiedy się kończy – oddychasz z ulgą. Ale później zdajesz sobie sprawę, że zaraz dowiesz się o wynikach. I znowu się zaczyna. Znowu się denerwujesz i stresujesz. Chciałbyś zdać, bo od tego jednego papierku zależy tak wiele. To właśnie na nim ma budować się twoja przyszłość. Jeśli go nie zdobędziesz – możesz zapomnieć o swoich planach na przyszłość.
A kiedy wszystko się skończy – czujesz ulgę. Wszystko, co najgorsze, już dawno jest za tobą. Z ustnymi egzaminami sobie poradziłeś, więc jesteś zadowolony. Ale zastanawiasz się, jak poszły ci egzaminy pisemne. Przeglądasz arkusze z odpowiedziami w Internecie, pamiętając, co gdzieniegdzie zaznaczyłeś. Robisz obliczenia, przyjmując, że udało ci się zdobyć X punktów. Nie jesteś zadowolony z wyniku, więc przyjmujesz, że mogłeś zapomnieć parę rzeczy ze względu na stres. Zatem nie pozostaje ci nic innego, jak czekać na wyniki. I czekasz, trochę się stresując, ale jednocześnie i ciesząc. I kiedy przychodzi dzień ogłoszenia wyników – po raz kolejny zaczynasz się denerwować. Jedziesz do szkoły, odbierasz świadectwo maturalne i okazuje się, że ci się udało. Zdałeś maturę! Teraz możesz iść na studia, planować przyszłość i zaczynać kolejny rozdział w swoim życiu. Kamień spadł ci z serca. Koniec nerwów. Jedną nogą jesteś już na uczelni w przeciwieństwie do twoich rówieśników, którym szczęście nie dopisało tak, jak tobie i którzy muszą spróbować za rok zmierzyć się z maturą na nowo.
I chociaż to wszystko jest jeszcze przede mną, na chwilę obecną czuję się tak, jakbym już była po stronie przegranej. Być może to kwestia mojej natury, która nigdy nie pozwala mi spojrzeć na coś z optymistycznego punktu widzenia. Zawsze zakłada najgorsze, żeby później nie czuć się zawiedzionym. Być może jest to również kwestia stresu, z którym nie umiem sobie radzić i jeśli znacie sprawdzone sposoby, na radzenie sobie ze stresem – podzielcie się nimi w komentarzach, na pewno wypróbuję!
Póki co, będę się denerwować dalej, robić arkusze, zarywać noce i powtarzać materiały. Czasu zostało naprawdę niewiele, więc muszę go spożytkować najlepiej, jak tylko się da. Oczywiście byłoby mi bardzo miło, gdybyście trzymali za mnie kciuki, bo nie ma nic lepszego niż wsparcie od czytelników, które nakazuje nam wierzyć, że jednak się uda. I oby faktycznie udało mi się zdać maturę.

24 komentarze:

  1. Zdasz na pewno! Sama pamiętam ten stres, ale strach ma wielkie oczy... trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, żeby faktycznie było tak, jak mówisz. Byłabym wówczas w siódmym niebie!

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  2. Do matury mam jeszcze sporo czasu, aczkolwiek już dziś boję się jak to będzie z egzaminami ustnymi i oczywiście matematyką z której jestem zielona. Trzymam za Ciebie kciuki, abyś jak najlepiej ją zdała. Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o egzaminy ustne, myślę, że tak szybko się nie zmienią. Oczywiście na pewno po całym tym szale maturalnym opiszę, jak to wszystko wyglądało, żeby ktoś inny, kto dopiero szykuje się do matury, wiedział jak to wszystko przebiega. Być może ktoś na tym skorzysta i nie będzie się zbytnio stresował. A matematyką sama się przejmuję, ponieważ stres sprawia, że zapominam jasno myśleć i robię przerażająco głupie błędy, których nie jestem w stanie wyłapać w czasie pisania. Ale miejmy nadzieję, że tym razem jakoś sobie poradzę i nie doznam całkowitego zaćmienia.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  3. Nono to już za około tydzień. Powodzenia ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłabym sobą, gdybym w jakimś stopniu nie była przesądna, więc nie podziękuję, żeby czasem nie zapeszyć. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  4. ja także mam teraz przedmaturalny szał, najbardziej boję się matematyki, z resza myślę, ze sobie jakos poradzę/Karolina

    Dwie Perspektywy Blog [Klik]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się obawiam matematyki, bo z zadaniami różnie u mnie bywa. Jedne rozwiążę bez mrugnięcia okiem, a nad którymi mogę zastanawiać się godzinami, chociaż rozwiązanie okazuje się być powalająco łatwe. Ale zobaczymy, jak to wypadnie. Oby jak najlepiej.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  5. Moje trzymanie kciuków masz zagwarantowane! Naprawdę domyślam się, co przeżywasz bo moja siostra również przeżywa w tym roku to samo, jednak u niej najważniejsze wyniki to chemia i biologia. Z całego serducha liczę na to, że Tobie się uda i powiem Ci jeszcze jedno - oczami wyobraźni widzę Cię ze świadectwem maturalnym i najlepszymi wynikami! Będę czekać na wpisy, w których nam opowiesz - jak Ci poszło. Trzymaj się!

    http://obudzona-ze-wschodem-slonca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, takie trzymanie kciuków bardzo motywuje i - co najważniejsze! - podnosi na duchu, dając człowiekowi nadzieję, że może nie będzie tak źle, jak się przypuszcza. I oby faktycznie tak było. Poza tym znam po części ból Twojej siostry - oprócz polskiego na rozszerzenie wzięłam sobie fizykę i biologię, ponieważ w planach miałam uniwersytet medyczny, ale z pewnych przyczyn moje przygotowanie nie wypadło najlepiej z tych przedmiotów i być może za rok będę chciała ponownie przystąpić do tych dwóch rozszerzeń.
      I na koniec jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i wsparcie, którego tak bardzo teraz potrzebuję! :)

      PS. Post na pewno będzie. Po 21 maja, tak myślę.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  6. Najważniejsze żeby podejść do tego w miarę spokojnie i wykorzystać ostatni czas jak najlepiej. Trzeba też znaleźć czas na odpoczynek, no bo tak cały czas uczyć się uczyć..

    http://fit-pasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniej jest sobie poradzić ze stresem i nastawieniem typu: co się stanie, jeżeli naprawdę mi się nie uda?. A taki prawdziwy odpoczynek od nauki zafunduję sobie dopiero po 21 maja, kiedy to wszystko już będzie za mną. Aż się doczekać nie mogę.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  7. Powodzenia życzę ! :*

    Poklikasz w linki na dole? Odwdzięczam się :)
    http://bedifferent-ania.blogspot.com/2016/04/q.html#comment-form

    Co powiesz na wspólną obserwacje? :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
    2. Powodzenia! :)
      Zapraszam
      my3inspiration.blogspot.com

      Usuń
    3. Dzięki wielkie! :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  8. Trzymam za ciebie kciuki!

    Zapraszam do mnie! Zaobserwuj, jeśli Ci się spodoba! :)
    >> ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM <<



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo motywujące!

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  9. Mnie też matura czeka i jestem przerażona, że to już za trzy dni! Powtarzam materiał a i tak w mojej głowie mało co zostaję. No nic co ma być to będzie. Najbardziej obawiam się jezyka polskiego ustnego ;/
    Powodzenia na maturach, mam nadzieje, że pójdzie Ci bardzo dobrze :)
    anonimoowax.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem przerażona już praktycznie od kwietnia. Dzisiaj w nocy znowu miałam koszmary związane z maturą. To już się robi chore. Mój strach potęguje się z dnia na dzień. A ustnych sama się obawiam. Nie tylko polskiego, ale i angielskiego. Nie lubię stać przed komisją i zmyślać na poczekaniu, bez wcześniejszego przygotowania. 15 minut na monolog to jednak za mało...
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. I Tobie również życzę powodzenia. Obyśmy zdały tę maturę i w lipcu chwaliły się wynikami!

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  10. Będzie dobrze, chociaż rozumiem to, że bardzo się stresujesz! Ja w tym roku z klasą przygotowywałam salę gimnastyczną na matury i mimo tego, że do niej zostały mi jeszcze dwa lata ( a może tylko, haha? ) to już poczułam ten stres, haha! Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia!
    Mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie dobrze, chociaż moje nastawienie nie należy do tych najbardziej pozytywnych. Ale obyś miała rację. I dziękuję za trzymanie kciuków, to naprawdę pomocne!

      PS. Nikomu nie życzę takiego stresu i lęku, chociaż myślę, że wśród maturzystów to nieuniknione. Zatem ciesz się, że zostały Ci jeszcze dwa lata, bowiem gwarantuję Ci, że za szybko Ci one miną i nim się obejrzysz - będziesz maturzystką. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń
  11. Życzę powodzenia i sie nie stresuj! na pewno będzie dobrze :)
    Mój blog-klikkkk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję, żeby czasem nie zapeszyć! :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy miły komentarz. Chcę, abyście wiedzieli, że każdy z nich jest dla mnie ogromną dawką motywacji i siłą do dalszego prowadzenia bloga.

Obsługiwane przez usługę Blogger.