Header Ads

Zadbana i zdrowa cera, czyli domowe zabiegi


Witajcie, kochani! Na początku chciałam bardzo przeprosić za swoje długie milczenie, jednakże nie potrafiłam znaleźć wcześniej wystarczającej ilości wolnego czasu, aby móc na spokojnie usiąść i napisać parę słów, bo jak się okazuje, klasa maturalna nie jest wcale taka łatwa i do kwietnia ma się tyle obowiązków, że człowiek nie jest w stanie znaleźć nawet czasu na porządny sen. Ale o tym, jakie trudne potrafi być życie maturzysty, napiszę niebawem.
W poprzednim poście mówiłam, że zaprezentuję Wam listę swoich postanowień na przyszłe miesiące, które skrupulatnie będę realizowała, jednakże doszłam do wniosku, że jeszcze się powstrzymam z publikacją notki, z racji tego, że chciałabym przygotować pod koniec grudnia post, w którym podsumuję rok 2015 i wówczas podzielę się z Wami swoimi noworocznymi postanowieniami.
Dzisiaj natomiast chciałabym porozmawiać trochę o lekkim i (tak myślę) przyjemnym temacie, bo o domowych sposobach pielęgnacji twarzy. Na zdjęciu powyżej prezentuję Wam dwa produkty – maseczki na twarz, które wczoraj przypadkiem napotkałam w Biedronce i postanowiłam wziąć na spróbowanie. Do tej pory nie miałam okazji eksperymentować z podobnymi produktami, więc można powiedzieć, że to był mój pierwszy raz. Zanim jednak przejdę do recenzji, na początku przedstawię każdy produkt i powiem o obietnicach, jakie składa nam producent. Dopiero na samym końcu podzielę się z Wami moim zdaniem. A więc zaczynajmy!
Obydwa produkty zostały wyprodukowane przez firmę Estetica Cosmetic Lab, która tworzy dermokosmetyki najwyższej jakości, poprawiające kondycję skóry twarzy, ciała oraz włosów. Estetica zaznacza, że ma na uwadze względy etyczne i dlatego też jest przeciwna testom przeprowadzanych na zwierzętach i przy produkcji swoich produktów unika składników, których pozyskanie przyczyniałoby się do ich cierpienia. Myślę, że to fajna sprawa, zwłaszcza, że w ostatnim czasie bardzo dużo mówi się na ten temat i zachęca do kupowania produktów, które nie były testowane na zwierzętach. Także wielki plus dla Estetici!
Na początek weźmy do odstrzału ślimakową maskę, którą zdążyłam wykorzystać, zanim pomyślałam, że napiszę o tym post. W związku z tym nie będę mogła pokazać Wam zawartości produktu, ponieważ już go zużyłam i na pamiątkę zostało mi tylko puste opakowanie, które widzie na zdjęciu poniżej.


Pierwszy raz tak naprawdę o maskach, w których wykorzystuje się śluz ślimaka, dowiedziałam się, gdy z czystej ciekawości obejrzałam parę odcinków Żon Hollywood, gdyż jedna z występujących tam kobiet zaczęła się nią zachwycać w jednym z odcinków. Pamiętam, że w tamtym momencie miałam mieszane uczucia, chociażby dlatego, że nie za bardzo przepadam za ślimakami i zawsze trzymam się od nich z daleka. Aż do wczoraj. Nie wiem, co tak naprawdę mną kierowało, gdy kupowałam maskę. Chyba czysta ciekawość na podstawie wielu pochlebnych opinii.
W Internecie możemy poczytać, że pozyskiwanie śluzu ze ślimaków nie jest dla nich krzywdzące i bardzo bezpieczne, a sam śluz jest bogatym źródłem naturalnego kolagenu, elastyny, kwasu glikolowego, allantoiny, witamin oraz naturalnych antybiotyków. Zaznacza się również, że ma on silne działanie naprawcze, regenerujące, wygładzające i ujędrniające. Śluz ślimaków jest bardzo popularny w krajach azjatyckich i często wykorzystuje się go w kosmetykach przeznaczonych do pielęgnacji cery podrażnionej, w stanie zapalnym czy po zabiegach chirurgii plastycznej, ponieważ błyskawicznie regeneruje skórę.
Estetica zaś pisze, że ich maska przeznaczona jest dla skóry odwodnionej, przesuszonej, z widocznymi przebarwieniami, bliznami, zmarszczkami, zmęczonej, szarej i pozbawionej jędrności. Gwarantuje zaś następujące rezultaty: regeneracja, poprawa nawilżenia i napięcia, uzyskanie zdrowego kolorytu skóry, wygładzanie zmarszczek, aktywizacja komórek, spowolnienie procesu starzenia, rozświetlenie, rozjaśnienie przebarwień i blizn. Dodatkowo wspomina się, że taką maskę można stosować na dwa sposoby: jako błyskawiczny zabieg nawilżająco-rozświetlający przed wielkim wyjściem albo jako intensywną kurację regenerująco-odmładzającą stosując regularnie 2-3 razy w tygodniu.
Gdy tak patrzyłam sobie na proste, ale ładne opakowanie, które jakoś mnie tą swoją prostotą przyciągało do siebie, zastanawiałam się nad zapachem tej maski. Bo jakby nie patrzeć ślimaki nie są jakieś super fajne i w dodatku są tam, gdzie im się podoba. I muszę przyznać, że wyobrażając sobie nie wiadomo jaki brzydki zapach, byłam naprawdę miło zaskoczona, gdy wyciągnęłam maskę z opakowania i poczułam przyjemną woń. Tego się naprawdę nie spodziewałam i to był wielki plus dla tego produktu. Drobne zastrzeżenia mam zaś do samej maski, która miała się dopasowywać do anatomicznego kształtu twarzy. Szczerze mówiąc, dużo lepiej prezentuje się pani na opakowaniu niż ja, gdyż otwory na oczy okazały się dla mnie za małe i musiałam je samodzielnie poszerzać, żeby produkt nie dostawał mi się do oczu. Z kolei wycięcie na nosie było za duże i to powodowało, że maska czasami mi się osuwała w dół i momentalnie miałam zakryte usta. I to jedyny minus i zastrzeżenia, które mam do Estetici. Reszta bez zarzutu.
Chociaż maskę użyłam dopiero pierwszy raz, muszę przyznać, że widzę naprawdę duże zmiany. Od jakiegoś czasu borykałam się z problemem pojawiających się przebarwień na policzkach i jeden taki domowy zabieg sprawił, że stały się mniej widoczne. Poprawiła się również jakość cery, skóra jest teraz miła w dotyku, co bardzo mnie cieszy, bo na tym również mi zależało. Ponadto cera jest rozświetlona, odżywiona i świeższa. Śluz bardzo dobrze się wchłania i po zdjęciu maski wystarczy resztki produktu delikatnie wetrzeć i poczekać aż się wchłonie. A dzieje się to dosyć szybko.
Jak na pierwszy raz było bardzo dobrze i już sobie obiecałam, że przy następnej okazji zakupię kilka takich masek i będę stosowała jako dłuższą kurację, ponieważ faktycznie działa i poprawia cerę. W dodatku nie jest to drogi koszt, ponieważ jedno opakowanie kosztuje w granicach 6-7 złotych. Także za taką cenę myślę, że naprawdę się opłaca. I oczywiście polecam chociażby do wypróbowania, bo według mnie warto. Poza tym zabieg ten jest ekspresowy i nie wymaga ode mnie ani wielkiego wysiłku, ani nie wiadomo jakich umiejętności kosmetologicznych. Z tyłu na opakowaniu znajduje się zaś instrukcja, która tłumaczy, jak powinno się taką maskę zakładać i ile czasu powinniśmy z nią chodzić. 
Drugi produkt to hialuronowa maska, której jeszcze nie rozpakowywałam, chociaż zamierzam to zrobić w niedalekiej przyszłości, aby przekonać się, czy faktycznie daje efekty, o których przekonuje nas producent.


Do jakiej skóry możemy zatem stosować hialuronową maskę? Jeśli mamy problem ze skórą odwodnioną, przesuszoną, podrażnioną, zaczerwienioną, pozbawioną kolorytu i sprężystości, na której pojawiają się pierwsze zmarszczki, to ten produkt jest właśnie dla nas. Estetica gwarantuje, że po użyciu poprawione zostanie nawilżenie skóry, uzyskamy ponadto zdrowy koloryt, wygładzenie drobnych zmarszczek, złagodzenie podrażnień i likwidację zaczerwienienia. Podobnie, jak maskę ślimakową, tę również możemy stosować na dwa sposoby: jako błyskawiczny zabieg nawilżająco-rozświetlający przed wielkim wyjściem albo intensywną kurację nawilżająco-rewitalizującą stosowaną regularnie 2-3 razy w tygodniu. Na zdjęciu poniżej pokazałam Wam, jak wygląda ta maska. Jak widzicie, cały czas jest w tym kwasie hialuronowym, dlatego musimy pamiętać, żeby przy wyciąganiu maski, troszeczkę ją z tego serum odsączyć. Koszt tego produktu również mieści się w granicach 6-7 złotych.


Muszę przyznać, że brzmi obiecująco i zachęcająco. Od razu mówię, że na pewno podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami już po pierwszym użyciu. A myślę, że nastąpi to gdzieś za miesiąc. Także oczekujcie kolejnej relacji.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o domowe sposoby pielęgnacji twarzy. Jeśli znacie jeszcze jakieś inne sposoby na poprawę cery niskim, aczkolwiek sprawdzonym i bezpiecznym sposobem – bardzo chętnie poczytam i przetestuję. Oczywiście możecie dzielić się swoimi propozycjami, a jeśli będzie ich kilka, być może stworzę post, w którym przedstawię każdą z nich i opowiem o efektach, wybierając również najlepszą z metod. Oczywiście możecie również proponować nowe tematy postów, które chętnie chciałybyście przeczytać. Jestem otwarta na propozycje.
Na koniec zostawiam Was jeszcze z Arminem van Bureenem i jego kawałkiem Strong Ones, który wpadł mi ostatni w ucho podczas jazdy samochodem.


Trzymajcie się cieplutko!

6 komentarzy:

  1. Super pomysły na pewno wypróbuje! Zapraszam na nowy post na primegoal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ze ślimakową maską można śmiało próbować, bo jest naprawdę fajna i efekty widać już po pierwszym zastosowaniu. Ja już sobie zakupiłam kolejną i zamierzam jej użyć w najbliższym czasie. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      96pln

      Usuń
  2. Slimakowa maska trochę mnie obrzydza hahah, ale pozostałe dwie chętnie wypróbuje :D
    Zapraszam do mnie fotmagstyle.blogspot.com ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie byłam pozytywnie nastawiona do ślimakowej maski, ale przełamałam się (z czystej ciekawości) i powiem Ci, że zapach jeden z przyjemniejszych i całkiem miło się ją nosiło na twarzy. Obrzydzenie zaś minęło. A odnośnie drugiej - również całkiem fajna, chociaż wolę ślimakową.

      PS. Były tylko dwie maski, nie trzy. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika Stefanko

      Usuń
  3. No teraz to mnie zaciekawiłaś :) Jak w jakimś sklepie znajdę takie to na pewno kupię :)
    Obserwuję :)
    http://zyciepelnekoloru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już uda Ci się dopaść którąś z masek - daj znać, jestem ciekawa Twojej opinii. :)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Weronika

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy miły komentarz. Chcę, abyście wiedzieli, że każdy z nich jest dla mnie ogromną dawką motywacji i siłą do dalszego prowadzenia bloga.

Obsługiwane przez usługę Blogger.